Spotkanie po drugiej stronie Ziemi – NOWA ZELANDIA

Na odwiedzenie Nowej Zelandii czekaliśmy od początku naszej wyprawy. Po pierwsze ze względu na to, że kraj ten jest znany z przepięknej przyrody, a po drugie, ponieważ odwiedzić mieli nas tam znajomi. Cieszyliśmy się jak dzieci, że po roku zobaczymy twarze przyjaciół.

Ziomeczki 17.500 km od Polski

Ze względu na to, że podróżowaliśmy w 10-tkę (tak, 17.000 km od Polski odwiedziło nas 8 osób!), to zdecydowaliśmy się na pauzę w autostopie i wynajęliśmy wspólnie 2 samochody. Zapakowani tak, że ciężko było domknąć drzwi wyruszyliśmy w podróż liczącą prawie 5.000 km. Spaliśmy na campingach, chodziliśmy po górach, graliśmy na gitarze, śpiewaliśmy, imprezowaliśmy do rana, a dni uciekały jak drzewa za oknem samochodu.

Upakowani, jak w Tetrisie
Czerwona strzała

Po 3 tygodniach niestety nadszedł czas pożegnania. Ekipa wyruszyła w długą drogę powrotną do Polski, a my potrzebowaliśmy kilka dni posiedzieć na miejscu i zebrać myśli do kupy. Zadekowaliśmy się więc na Couchsurfingu, a w zasadzie na vansurfingu u Sida, Maorysa mieszkającego w Auckland. Mieszkaliśmy w vanie zaparkowanym na jego podwórku i mogliśmy się nacieszyć pierwszym, nielimitowanym Wi-Fi od przyjazdu do Nowej Zelandii. W wolnych chwilach chodziliśmy na miasto z gitarą i zbieraliśmy trochę grosza. Nowa Zelandia tania nie jest, ale śpiewanie na ulicy okazało się wyjątkowo intratnym biznesem.

Początek naszej kariery muzycznej

Spotkanie z Maorysami?

Jakie wrażenie zrobił na nas ten słynny ­wśród plecakowców kraj? Otóż przyroda faktycznie powala na kolana. Niestety ceny są zabójcze, co skutkowało koniecznością starannego dobierania atrakcji i rezygnacji z tych droższych. Ponadto bardzo brakowało nam aspektu kulturowego. Po spędzeniu prawie roku w Ameryce Łacińskiej przyzwyczailiśmy się do tego, że każdy kraj miał swoją tradycję, z której mieszkańcy byli dumni. W Nowej Zelandii niestety tak nie było.

Społeczeństwo jest raczej podzielone na rdzennych Maorysów, białych (pochodzących głównie z brytyjskiej Wspólnoty Narodów) i pozostałych imigrantów. Maorysi nie zostali ostatecznie podbici przez Brytyjczyków, ale podpisali z nimi porozumienie. Szkopuł w tym, że treść dokumentu została przetłumaczona z angielskiego na maoryski w taki sposób, że zupełnie zmieniono znaczenie paragrafów dotyczących własności ziemi i suwerenności plemion, z korzyścią oczywiście dla Brytyjczyków. Wywołało to wiele konfliktów, które przerodziły się w nowozelandzką wojnę domową w latach 1845 – 1872, ostatecznie przegraną przez Maorysów. W rezultacie, przez długi czas byli oni spychani na margines. Przez to obecnie wielu z nich żyje w biedzie, jest alkoholikami lub popada w konflikt z prawem. Co prawda, obecnie rząd stara się rekompensować Maorysom ciężką przeszłość poprzez przyznawanie przywilejów i zasiłków, jednak reszta społeczeństwa generalnie stara się udawać, że Maorysów w ogóle nie ma.

I rzeczywiście, przez 3 tygodnie intensywnego zwiedzania, ani razu nie spotkaliśmy żadnego Maorysa, ani nie dowiedzieliśmy się o nich praktycznie niczego. Dopiero, kiedy zamieszkaliśmy u Sida na vansurfingu oraz pojeździliśmy stopem, zetknęliśmy się trochę z maoryską kulturą. Są to ludzie niezwykle dumni, szanujący swoją tradycję i zwyczaje. Ich tatuaże są imponujące, a każdy Maorys zna język maoryski, który jest drugim urzędowym językiem Nowej Zelandii.

Przyroda

Największe wrażenie zrobiła na nas nowozelandzka przyroda. Zobaczyliśmy cuda natury, które spokojnie możemy porównać z tym, co widzieliśmy w Patagonii, a nocne niebo było powalające. Tak więc co my tam tak naprawdę odwiedziliśmy?

Wai-O-Tapu

Zespół źródeł termalnych leżących na styku płyt tektonicznych. Dzięki aktywności wulkanicznej, wypływająca woda jest bogata w minerały, głównie siarkę, której swój kolor i zapach zawdzięcza największe jezioro w kompleksie. Są tam też wulkany błotne oraz jamy w ziemi, w których gniazdują ptaki. Ciepło geotermalne pomaga utrzymać w odpowiedniej temperaturze znoszone przez nie jajka. Najbardziej śmierdząca atrakcja, niemniej jednak warto.

Fantazyjne kolory jeziora Wai-O-Tapu

Tongariro Alpine Crossing

Całodniowy szlak wiedzie przez okolice aktywnego wulkanu Tongariro. Możemy tam zaobserwować efekty niedawnej erupcji, wyziewy wulkaniczne oraz siarkowe jeziora. Góra grała we Władcy Pierścieni Górę Przeznaczenia, chociaż na żywo trudno dostrzec podobieństwo.

Wulkaniczny krajobraz
Swój kolor jeziora zawdzięczają różnym minerałom rozpuszczonym w wodzie

Pancake rocks and blowholes

Fantazyjna formacja skalna nad morzem, w której skały układają się w poziome warstwy przypominające naleśniki. Na dodatek poszatkowane są siecią otworów, przez które fale przeciskają wodę pod ciśnieniem.

Skały naleśnikowe

Franz Joseph Glacier

Szlak na punkt widokowy prowadził przez wilgotny las pełen strumieni i wodospadów. Na koniec zza drzew wyłonił się błękitny lodowiec, który dziś niestety jest dużo wyżej, niż kiedyś.

Cofający się lodowiec Franz Joseph

Roys Peak

Łatwy, choć niekrótki szlak prowadzący na punkt widokowy, z którego rozpościera się oszałamiająca panorama.

Widok ze szczytu Roys Peak

Lake Pukaki

Turkusowe jezioro z widokiem na Mount Cook i Alpy Południowe.

W oddali majaczy Góra Cooka

Mueller’s Hut Trek

Wymagający szlak z widokami takimi, że szczęka ląduje na dnie przepaści, nad którą cały czas balansujemy.

Ten widok podziwialiśmy chyba z godzinę
W całej tej dolinie był kiedyś lodowiec

Lake Tekapo

Jezioro, którego kolor jest tak turkusowy, że aż ciężko w to uwierzyć.

Ten niebieski naprawdę taki był

Kaikoura

Tu się obserwuje foki!

Foka!

Wskazówki i ciekawostki

Zasady i przestrzeganie prawa

Nowozelandczycy są bardzo specyficzni. Z jednej strony to bardzo otwarci i mili ludzie, ale z drugiej zasady są dla nich święte. Choćby prawo było głupie i bez sensu, oni będą go przestrzegać i zadbają, abyś Ty też to robił. Przekroczenie prędkości choćby o 6 km/h już jest karane. I nie ma ostrzeżeń o fotoradarze, ale tylko znak „REDUCE SPEED NOW”. Może to oznaczać fotoradar lub radiowóz ukryty gdzieś w krzakach. Mandat przyjdzie pocztą, nawet Cię nie zatrzymają.

Kosztowna pamiątka z NZ

Przestrzegać należy też wszelkich zasad panujących na campingach: dozwolona liczba nocy, ograniczenie tylko do pojazdów tzw. „self-contained”, czyli z własnym, zamkniętym obiegiem wody, godzina wymeldowania lub cisza nocna.

Campingi

Baza campingowa jest bardzo rozbudowana. W odnalezieniu miejsc na nocleg pomaga apka Camper Mate. Można spotkać cały przekrój campingów, od darmowych i mających tylko latryny, po dość drogie, za to mające wszystko camper parki.

Taki widok z rana

Internet

Co zaskakujące, darmowego Wi-Fi raczej nie uświadczycie. To w hostelach lub na campingach jest dodatkowo płatne, a co gorsza ceny internetu mobilnego do najniższych nie należą. Na dodatek na dużej części Wyspy Południowej nie ma zasięgu. Lepszy dostęp do internetu mieliśmy w Boliwii, naprawdę.

Auckland

Jeśli zamierzacie poruszać się po największym mieście Nowej Zelandii, to najlepszym środkiem transportu będzie niestety samochód. Transport miejski jest dość drogi i jeśli zamierzacie podróżować częściej w obrębie miasta, kupcie specjalną kartę miejską, którą można doładowywać, ale za to bilety są tańsze, niż te jednorazowe.

Po wylądowaniu na Auckland International Airport możecie skorzystać z darmowego prysznica, który jest przy toaletach za McDonaldem, niedaleko wyjścia z przylotów.

Darmowy prysznic na lotnisku!

Prom pomiędzy Wyspą Północną i Południową

Bilet na prom dla 1 osoby jest zaskakująco drogi, a dla samochodu to rozbój w biały dzień. Dlatego, jeśli wypożyczacie samochód, może bardziej się opłacać oddać go na jednej wyspie i na drugiej wypożyczyć następny. Jest jednak szansa, że jeśli bilet zarezerwujecie wystarczająco wcześnie, traficie na internetową promocję.

W kolejce na prom

Darmowe rzeczy

Chociaż Nowa Zelandia należy do drogich krajów, to na szczęście niektóre rzeczy są darmowe. Jest to m.in. woda z kranu, która jest pitna i możecie w każdej knajpie poprosić o napełnienie butelki. Ponadto, po miastach rozsianych jest wiele darmowych toalet publicznych, a jeśli akurat żadnej nie ma w pobliżu, to w restauracjach nie robią problemu i pozwalają korzystać z toalet też „nieklientom”.

Kiwi

Kiwi to endemiczny gatunek ptaka, z którego słynie Nowa Zelandia. Jest nielotem i prowadzi nocny tryb życia. Bardzo ciężko go zobaczyć poza specjalnymi schroniskami. Nowozelandczycy są z niego niezwykle dumni i sami siebie nazywają „Kiwi”. Poza tym mają kiwi-banki, kiwi-busy, kiwi-poczty i generalnie, jeśli chcą podkreślić, że jakaś rzecz jest nowozelandzka, dodają do nazwy kiwi.

Tak wygląda kiwi w środku

Po odpoczynku u naszego maoryskiego hosta, postanowiliśmy rozpuścić nasze jachtostopowe wici w marinach w Opua i w Auckland. Spędziwszy intensywny tydzień na zostawianiu ogłoszeń, obraliśmy kurs na lotnisko (spędzając tam w miarę komfortowo noc i biorąc darmowy prysznic). Bejowaniem na terminalu rozpoczynamy długo wyczekiwany etap naszej podróży, czyli 3-miesięczny pobyt w Sydney!

Szukamy jachtu!

Leave a Reply