Portrety szczęścia #11 – Ricardo [MEKSYK]

Ricardo przyjmuje nas pod swój dach w Bacalar, miejscowości położonej nad jeziorem o tej samej nazwie, będącym chyba najpiękniejszym, jakie kiedykolwiek widzieliśmy. Od wejścia wita nas szerokim uśmiechem, na który bez wpływu nie pozostają pewne kwiatki, które dodaje do każdego skręcanego papierosa.

Przeprowadził się do Bacalar z Guadalajary i zajmuje się gastronomią. Swoją pasję odziedziczył po babci, która była osobistą kucharką prezydenta Meksyku, Lázaro Cárdenas del Río w latach 1934 – 1940. Gdy był mały, całe dnie spędzał pomagając babci w kuchni, aby później pójść do szkoły gastronomicznej i wyjechać studiować do Paryża. Dziś zajmuje się zarządzaniem restauracjami i projektowaniem dla nich menu.

MandO: Czy masz jakieś marzenia?

Ricardo: Jedno z nich właśnie się spełnia – niedługo mają zalegalizować w Meksyku marihuanę. Innym marzeniem, a raczej planem, jest zbudowanie tutaj na Jukatanie farmy, na której będę hodował meksykańskie świnie włochate, hiszp. cerdo criollo pelón mexicano, (co ciekawe, w ogóle nie mają sierści ani szczeciny), z których będę pozyskiwał najwyższej jakości wieprzowinę. Obecnie są zagrożone wyginięciem i moja farma będzie służyć też konserwacji tego gatunku.

M&O: Co myślisz o szczęściu?

R: Nie wierzę w szczęście. Myślę, że to jest przynęta, coś na kształt marchewki na kiju, która sprawia, że społeczeństwo cały czas za szczęściem goni. Osiągnięcie go jest niemożliwe. W życiu bywają chwile wspaniałe i chwile okropne, ale naturalne jest, że one się przeplatają. To działa jak fala. Dobrze, źle, dobrze, źle, zawsze na horyzoncie widać jakieś ciemne chmury.

M&O: A te momenty dobre, to nie momenty szczęścia?

R: Mogą to być szczęśliwe chwile, ale nie stan szczęścia. Czym właściwie jest szczęście?

M&O: Właśnie o to mieliśmy Cię teraz zapytać.

R: Szczęście jest pojęciem bardzo subiektywnym. Dla jednego szczęściem będzie spalenie skręta, a dla drugiego trwanie w wierze w Boga. Każdy ma swoją definicję szczęścia. Nie sądzę jednak, żeby istniała jakaś uniwersalna definicja szczęścia.

M&O: Co zatem robisz, aby szczęśliwych momentów w Twoim życiu było jak najwięcej?

R: Po trochu wszystkiego! Idę pływać w jeziorze, poznaję ludzi, ćwiczę jogę, jeżdżę na rowerze, gotuję.

M&O: A czy Twoja praca sprawia, że jesteś szczęśliwy?

R: O tak, zdecydowanie. Uwielbiam ją, to moja pasja. Chociaż, jak w każdej pracy, mam jej czasami dość.

M&O: A czy w takim razie określiłbyś siebie mianem człowieka szczęśliwego?

R: Hm… Tak, zdecydowanie tak. Robię to, co kocham, mieszkam we wspaniałym miejscu i los mi sprzyja.

Za oknem grają świerszcze, Laguna Bacalar lekko szumi, a uśmiech Ricarda, szeroki od ucha do ucha, znika szybko za chmurą dymu o charakterystycznym zapachu 🙂

Dlaczego te oczy ma takie przekrwione? 😉

Dodaj komentarz