Portrety szczęścia #10 – Alejandro [MEKSYK]

Robi się późno, nie dojedziemy dziś do Grutas Tolantongo, ale chcemy maksymalnie przybliżyć się do celu. Po jakimś czasie zatrzymuje się pickup, standardowo wskakujemy na pakę, tym razem gdzieś między drabiny, a ramy okienne. Robi się coraz później i zimniej. Po jakimś czasie samochód zatrzymuje się przy małej taquerii, przystanek na kolację. Ze środka wysiada 4 chłopaków, najmłodszy ma może 14 lat. Pracowali dziś od świtu, zasłużyli na solidną kolację. Alejandro, kierowca, płaci za wszystkich. Za nas też chce, ale tym razem udaje nam się sprzeciwić i zapłacić. Kiedy kończymy jeść jest już zupełnie ciemno i zimno, chłopaki ściskają się i robią nam miejsce w środku. Rozmawiamy z Alejandro o naszych planach, pytamy, czy w Santa Ana jest jakiś hostel. „Możecie zostać u mnie w domu, jeśli chcecie”. Jasne, że chcemy.

Dom. Dwa małe pomieszczenia: kuchnia i sypialnia. Łazienka na zewnątrz, bez podłączenia wody. Tu mieszka Alejandro z żoną i synami, młodszy w dniu naszego przyjazdu ma zaledwie 2 tygodnie. Wyżej, na tarasie zbudowany jest jeszcze jeden pokój. Tam mieszka teściowa i dwójka kuzynów: 14-letni Pedro i jego 16-letnia siostra, María. Pedro to ten chłopiec z samochodu – od poniedziałku do piątku chodzi do szkoły, a w soboty od rana pracuje z Alejandro. María natomiast pomaga żonie Alejandro przy dzieciach, w przyszłości chce zostać położną.

MandO: Możesz nam się krótko przedstawić?

Alejandro: Nazywam się Alejandro Martinez Ortiz, mam 26 lat i wspaniałą rodzinę – dwóch synów i cudowną żonę. Dobrze dogadujemy się z rodzicami i teściami. Mieszkamy w Santa Ana de Allende, w stanie Hidalgo. Pracuję z żelazem, aluminium i szkłem, praktycznie jestem kowalem i szklarzem. W tygodniu zwykle zaczynam pracę o 7, czasami 5 lub 6 rano i kończę o 17, ale czasem i o 20. W soboty pracuję od 4 rano nawet do 20, to jest bardzo męczące.

M&O: Czy masz marzenia?

A: Tak, mam, ale są bardzo trudne do spełnienia, życie tutaj nie jest lekkie. Żeby coś osiągnąć, trzeba wiele poświęcić. Trzeba przecież mieć dach nad głową. Mając dzieci trzeba dać im to, czego potrzebują i po tym nie zostaje już za wiele, by spełniać swoje marzenia.

M&O: A nie masz marzeń, które kiedyś, w bliższej lub dalszej przyszłości chciałbyś spełnić?

A: Jeśli chodzi o moje marzenia, chciałbym zbudować porządny dom dla mojej rodziny. I może pojechać do Chiapas [stan w Meksyku]. Zabrać tam swoją rodzinę, porządnym samochodem.

M&O: Czym dla Ciebie jest szczęście?

A: Szczęście – bardzo pojemne słowo. Kiedy ktoś robi, co chce, co mu w duszy gra, czuje się zadowolony. Ja na przykład bardzo lubię pomagać, nieważne, kim ktoś jest, skąd jest. To przynosi satysfakcję.

M&O: A co jeszcze, oprócz pomagania, sprawia, że jesteś szczęśliwy?

Tak wewnętrznie jestem szczęśliwy, gdy w mojej rodzinie jest dobrze, kiedy spotykamy się i razem spędzamy czas. Chciałbym, żeby wszyscy moi bracia się zjechali, tak wszyscy razem nie widzieliśmy się już od wielu lat. A zewnętrznie… lubię swoją pracę. Lubię też zwiedzać, chodzić na spacery. Kiedy wszyscy razem idziemy nad rzekę, robimy grilla, czuję się szczęśliwy.

Alejandro z rodziną: żoną, synami i kuzynką Maríą
Alejandro z synami
Starszy syn
Młodszy syn
Starszy syn z koleżanką z sąsiedztwa

Dodaj komentarz

2 komentarze “Portrety szczęścia #10 – Alejandro [MEKSYK]”