MEKSYK – ciekawostki i wrażenia

Jak dotąd w naszym rankingu ulubionych krajów przodowała Brazylia, jednak już po dwóch tygodniach w Meksyku czuliśmy, że pewnym krokiem wkracza on na podium. Po 2 miesiącach pobytu, wyjeżdżaliśmy ze łzami w oczach i z mocnym postanowieniem, że jeszcze tu wrócimy. Proszę Państwa, prezentujemy Wam nasz jak do tej pory nr 1 tej podróży.

Ludzie

W większości wpisów jak dotąd pisaliśmy, że otwarci, kochani i pomocni. W kulturze latynoskiej tak już chyba jest. Ale jeśli chodzi o tę pomoc, to w Meksyku wielokrotnie byliśmy zaskoczeni drobnymi gestami, których się nie spodziewaliśmy. Np. przy przystanku siedzi sobie chłopak i coś tam sprzedaje. Nie chcemy nic od niego kupić, pytamy tylko czy tu zatrzymuje się autobus jadący do wioski A. Tak, jedzie. Jak go zobaczę, to Wam powiem. Po czym wypatruje nam tego autobusu, wymachuje za nim, żeby się zatrzymał, zagaduje jeszcze kierowcę, żeby wysadził nas tam, gdzie chcemy i z uśmiechem życzy wszystkiego dobrego. Wiele razy w przydrożnych stoiskach z tacos zagadywali do nas, co my, skąd my, po czym dostawaliśmy jakieś tacos gratis. Tak po prostu, za uśmiech. Albo nasz ostatni autostop. Dojechaliśmy busikiem do skrzyżowania, gdzie z autostrady skręca się na lotnisko i zostało nam ok. 3 km marszu, już po ciemku. Idąc wystawiamy kciuk bez większych nadziei. Zatrzymuje się mini busik. Pan pracuje dla wypożyczalni samochodów w Cancun, i jedzie odebrać swoich klientów. Zabierzemy ich najpierw z przylotów, a potem odstawię Was na terminal 3, stamtąd macie lot do Toronto. Nie musiał przecież, mógł nas po prostu wyrzucić przy lotnisku. Ale udał, że jesteśmy innymi klientami, których musi odwieźć na ich terminal. Pamiętajcie, że macie dom w Meksyku mówi na pożegnanie. Pamiętamy.

Meksykanie w makijażach z okazji święta zmarłych chętnie pozują do zdjęć

Język

Wielu Meksykanów mówi po angielsku, ze względu na liczne emigracje zarobkowe do Stanów. Po hiszpańsku mówią dość wyraźnie i łatwo ich zrozumieć. Ale jeśli jesteś w grupie Meksykanów, ktoś powie do Ciebie pozornie zwykłe zdanie i nagle wszyscy wybuchają śmiechem, a ty nie wiesz, o co chodzi – właśnie zostałeś „zalburowany”. Alburear oznacza mówić z podwójnym kontekstem. Meksykanie są w tym mistrzami i wiele zwykłych zdań są w stanie zamienić w grę słowną o kontekście seksualnym. Dla obcokrajowca, nawet dobrze mówiącego po hiszpańsku czy pochodzącego z hiszpańskojęzycznych krajów, jest to bardzo trudne do wyłapania. Nam powiedziano, że to jest sztuka trenowana latami. Najprostsze przykłady: Benito Camelo, może być przykładowym imieniem i nazwiskiem, lub może być odczytane jako Beni, tócamelo, czyli Beni, dotknij mi go. Pytanie Te gusta la verdura? czyli Czy lubisz warzywo? też ma drugie dno – Te gusta la ver dura?, czyli Czy chcesz ją zobaczyć twardą? Pewna Meksykanka została okrzyknięta tytułem Królowej Albur, bo potrafi absolutnie każde zdanie zamienić na podtekst seksualny.

No a z takich grzeczniejszych ciekawostek, to całkiem zabawne wydało się nam, że kiedy coś jest fajne, Meksykanie mówią Que padre! (padre – tata), natomiast na bałagan mówi się desmadre (madre – matka, czyli taka „bezmatka?”/”bezmatcze?”).

Loudres Ruiz – Królowa Albur; źródło

Bezpieczeństwo

Wiele osób rezygnuje z odwiedzania Meksyku, właśnie ze względu na bezpieczeństwo. A szkoda, bo poziom niebezpieczeństwa nie jest dużo wyższy, niż w pozostałych krajach Ameryki Łacińskiej, jeśli wie się, które rejony omijać. Czyli jak ma się głowę na karku, to się nie zginie. Standardowo, nie chodzimy po nocy samemu, nie obnosimy się z telefonem i pieniędzmi, w dużych miastach (zwłaszcza Ciudad de Mexico) bardzo uważamy w komunikacji itd. Są też regiony, gdzie lepiej się nie zapuszczać. Najlepiej podpytać lokalsów. My dowiedzieliśmy się, że lepiej ominąć wszystkie stany przy granicy z USA, ze względu na rządzące tam kartele narkotykowe. Z tego samego powodu warto ominąć miasta Salina Cruz, Tehuantepec, Zanatepec i Tapantepec w stanie Oaxaca (przy wybrzeżu Pacyfiku). No i wioski w stanie Chiapas. Pewnie słyszeliście o dwóch zamordowanych w kwietniu 2018 roku rowerzystach, Polaku i Niemcu. W Meksyku, a zwłaszcza w stanie Chiapas, jest wiele rdzennych społeczności indiańskich, które są wyjęte spod prawa i tak naprawdę robią, co chcą. I jak możecie się domyślić, nie przepadają za turystami. Rowerzyści zginęli na odcinku między San Cristobal de Las Casas i Palenque. Ten odcinek szczególnie zaleca się omijać zwiedzającym na własną rękę. Duże firmy przewozowe (np. ADO) jadą naokoło, żeby tamtędy nie przejeżdżać. Lokalne społeczności często blokują drogę i w ogóle nie pozwalają przejechać, lub żądają sporych sum tylko za możliwość przejazdu. Nie wiadomo, co dokładnie stało się z rowerzystami. Są teorie, że natrafili na taką blokadę i uznali (słusznie z resztą), że miejscowi nie mają prawa wyłudzać od nich pieniędzy. Ominęli przeszkodę, ale potem ktoś ich dogonił i odebrał „swoje”. Myślę, że już nigdy się nie dowiemy.

A jeśli chodzi o bezpieczeństwo w wodzie, to w wielu miejscach jest przestrzegane do przesady – widywaliśmy tabliczki, że zaleca się używanie kapoków wchodząc do wody do pasa…

Żeby nie wiało tak grozą dodam, że najbardziej turystyczna część Meksyku, czyli półwysep Jukatan, uchodzi za „Szwajcarię Ameryki Łacińskiej”. Jeżeli wybieracie się na objazdówkę po cenotach lub all inclusive na meksykańskim wybrzeżu, naprawdę nie ma czego się bać. Wiadomo, przestępstwa zdarzają się wszędzie, ale nie dajmy się zwariować. A podróżując po Meksyku na własną rękę warto mieć na uwadze, że bywa różnie i zawsze zorientować się w lokalnej sytuacji. My przejechaliśmy cały Meksyk autostopem, oprócz wymienionych wyżej dwóch odcinków, które pokonaliśmy autobusami. Oczywiście to nie jest gwarant bezpieczeństwa dla nikogo, ale tak naprawdę, gwarancji nie ma nigdzie i nigdy. Uff. To skoro trudne sprawy mamy już za sobą przejdźmy do naszego ulubionego tematu, czyli…

Jedzenie

Najlepsze! Kuchnia meksykańska tortillą i chili stoi i są głosy, że jest dość monotonna. Może coś w tym jest, bo większość dań to tortilla w różnych konfiguracjach, ale jako, że tych konfiguracji jest sporo, nam się nie znudziło. Jedzenie jest naprawdę pyszne, wyraziste i może być pikantne. Ale spokojnie, nie jest tak, że nie da się tam zjeść bez wyparzenia kubków smakowych. Większość dań jest lekko pikantna i zawsze na stole stoi masa sosów i dodatków, którymi Meksykanie grubo polewają potrawy (nam zwykle wystarczyło kilka kropel). Jeśli Meksykanin mówi, że sos nie jest w ogóle pikantny, to znaczy, że jest odrobinę. A jeśli mówi, że jest trochę pikantny, to znaczy, że jest bardzo. Więc jeśli powie, że jest bardzo pikantny… lepiej się do niego nie zbliżać. My na pewno będziemy tęsknić za tacos (tortille z różnymi mięsami, cebulką i kolendrą), quesadillas (tortille z serem i różnymi dodatkami), enchiladas verdes i rojas (tortille z różnymi nadzieniami w sosie z zielonego lub czerwonego chili), chile relleno (papryka chili nadziewana mięsem), mole (typowy sos z regionu Puebli, z chili i kakao), pozole (zupa z mnóstwem dobrych rzeczy)… moglibyśmy tak długo wymieniać.

Do jedzenia zawsze dostaniecie niezliczoną ilość tortilli i wodę za darmo, trzeba tylko prosić o vaso de agua natural, czyli szklankę naturalnej wody. Dostaniecie pitną wodę (nie z kranu) w szklance, w innym wypadku pewnie będą próbowali przynieść Wam wodę w butelce, za którą będziecie musieli zapłacić.

Tacos de pastor, czyli z kebabowym mięsem, serem, cebulką i kolendrą, a w dodatkach prażone orzechy, limonki i cebula marynowana na ostro. Mniam!
Enchiladas verdes, tu akurat nie nadziane kurczakiem, tylko przysypane od góry. Oj, to było dobre!
Mole
I pozole. Szybciej z tym zdjęciem, bo ja już chcę jeść!
A tu zestaw tacos – zrób to sam: talerz z mięsami, serami, awokado i chilli, tortille i różne dodatki. Kosztowało to 10 zł, a było zdecydowanie za dużo na 2 osoby (nawet na nas!)

Atrakcje

Zaskoczyło nas, że jest ich NAPRAWDĘ dużo. Mi Meksyk kojarzył się tylko z cenotes na Jukatanie i świątyniami Majów i Czerwców (hihi, Azteków), ale okazuje się, że jest tam dużo, dużo więcej. Są piękne, kolonialne miasteczka, wulkany, mnóstwo imponujących wodospadów (w tym jeden spetryfikowany), przejrzyste, niebieskie rzeki i jeziora, jaskinie z takimi stalaktytami, że hej, wody termalne, cenoty, które się chyba nigdy nie nudzą, laguna Bacalar o wręcz nielegalnie niebieskim kolorze, bioluminescencja, piękne plaże…  Nam w ciągu 2 miesięcy udało się zobaczyć sporo, ale i tak zabrakło czasu na wszystko, co chcielibyśmy odwiedzić. Do tej pory pisaliśmy o cenotach tu [klik], o Jukatanie tu [klik], o pięknym regionie Huasteca Potosina pełnym niebieskich rzek i wodospadów tutaj [klik] i zrobiliśmy mini reportaż o obchodach Święta Zmarłych, z którymi wiążą się niesamowite tradycje, do obejrzenia tutaj [klik]. O pozostałych miejscach napiszemy w poście z informacjami, ale mam nadzieję, że już czujecie się zachęceni, żeby to wszystko zobaczyć.

To w końcu piramidy Majów, czy Czerwców?

Transport

Podróż autobusem miejskim w Meksyku to walka o przetrwanie. To jeden z tych punktów, którego nie będziemy wspominać z uśmiechem. Kierowcy jeżdżą jak szaleni, przyspieszają by za chwilę ostro zahamować, nie przejmują się zakrętami, czy progami zwalniającymi. Mimo, że już dawno wyrosłam z choroby lokomocyjnej, w autobusach w Meksyku często robiło mi się niedobrze, nawet jak jazda trwała 5 minut. A co do progów zwalniających… jest ich całe multum! Często zupełnie bez sensu, na przykład na drodze pośrodku niczego (dosłownie!). W wioskach przy głównych trasach pomiędzy większymi miastami, miejscowi rozkładają swój kramik z pamiątkami, tacos, czy czymkolwiek i budują próg zwalniający, żeby przejeżdżający ludzie jadąc wolno mieli więcej czasu do namysłu i decydowali się na zakupy. Progów jest więc naprawdę multum i często nie są w żaden sposób oznaczone – ani znakiem, ani odblaskową farbą. Jadąc po ciemku trzeba więc mieć się na baczności. Jest tylko jedna zaleta tych progów – znacznie ułatwiają łapanie stopa.

Jako że na stopa zabierano nas głównie na pace, tyłki mieliśmy nieźle obite na tych wszystkich progach…

Korupcja

Tak jak wszystkie kraje Ameryki Łacińskiej, w Meksyku jest duży problem z korupcją na wszystkich poziomach. Od policjantów zatrzymujących samochody pod byle pretekstem, żeby tylko wymusić łapówkę (chociaż musimy przyznać, że dla nas policjanci byli zawsze mili i wyluzowani, zabierali nas nawet na stopa), po szczebel rządowy. Opowiedziano nam dowcip, który podobno pięknie ilustruje problem. Spotyka się 3 prezydentów dużych miast z Kanady, USA i Meksyku. Jadą najpierw do Kanady, gdzie Kanadyjczyk prezentuje pozostałym most. „Widzicie ten most?” – pyta. „Tak, wspaniały, solidna konstrukcja” odpowiadają pozostali. „10% w mojej kieszeni” cieszy się Kanadyjczyk. Jadą do Stanów, gdzie Amerykanin prezentuje most zbudowany w jego mieście. „Doskonały, bardzo dobry most” komentują pozostali. „20% w mojej kieszeni” – cieszy się Amerykanin. Następnie wszyscy jadą do Meksyku. „Widzicie ten most?” – pyta Meksykanin. „Jaki most?”  – dziwią się pozostali. „100% w mojej kieszeni” – pęka z dumy Meksykanin…

Na szczęście to tylko żart, kilka mostów w Meksyku jest

Podsumowując

Nie ma krajów idealnych i pewnie zawsze będzie coś, co „nie gra”. Ale różnorodność krajobrazów i cudów natury w Meksyku, przepyszne jedzenie, przekochani ludzie znacznie przyćmiewają jego minusy. Mimo, że to kolejny kraj latynoski na naszej trasie, w naszym odczuciu różnił się od pozostałych. Zostawiliśmy tam kawałek serca i kiedyś na pewno tam wrócimy.

Dodaj komentarz