Ile znaczy LAJK? Ile wart jest KOMENTARZ?

Żadne z nas nigdy nie było bardzo aktywne w sieci. Czasem wciskaliśmy „like”, ale żeby jakiś komentarz? Udostępnienie? E tam. My zawsze myśleliśmy, że po co mamy komentować, pewnie nikogo nie interesuje nasze zdanie. Albo pisać w komentarzu po prostu „Super zdjęcie” – bez sensu. Punkt widzenia jednak bardzo zależy od punktu siedzenia.

O blogowaniu słów kilka

Nasz blog jest w jakimś sensie pamiętnikiem naszej podróży, dziennikiem wspomnień i historii. Prawda jest jednak taka, że gdyby nikt tu nie zaglądał, nie chciałoby nam się go tworzyć. Bo to nie jest tak, że gdzieś tam w wolnej chwili sobie piszemy. My te chwile musimy wyrywać, prawie ich nie mamy. Zawsze jest coś do ogarnięcia. A to znaleźć Couchsurfing, a to znaleźć najtańszy hostel, jak z couchem nie wyjdzie, a to zaplanować najbliższe dni, poczytać o atrakcjach, pokombinować jak zwiedzić je najtaniej. Porozmawiać z rodziną i znajomymi. W między czasie wpadają takie typowe codzienne obowiązki typu zakupy, pranie itd. No i fakt, że przez znaczną część dnia nie siedzimy wklejeni w komputer, czy telefon, i nie mamy dostępu do Internetu. W niskobudżetowej podróży nie możemy też sobie pozwolić, żeby zapłacić za dodatkową noc w hostelu i poświęcić cały dzień na pracę. A Couchsurfing? To nie darmowy nocleg. To budowanie więzi, wymiana kulturowa, spędzanie czasu, jak z przyjaciółmi. Nie po to ktoś zaprasza nas, obcych, do swojego domu, żebyśmy zamknęli się w pokoju z komputerem. Zdarza się, że nasi gospodarze są zapracowani i mówią nam „wybaczcie, ale muszę teraz popracować/wyjść/cokolwiek”. Takie okazje wykorzystujemy, ale nigdy my nie jesteśmy tą stroną, która mówi „sorry, ale mam robotę”. Zdarza się, że z hostami układa nam się super i czasami prosimy o dodatkowy dzień. Kiedy gospodarz wychodzi do pracy, my zostajemy w domu i pracujemy nad blogiem, obrabiamy zdjęcia i tak dalej. Nie zawsze jest to jednak możliwe i nie chcemy nadużywać gościnności. O tym, jak być dobrym hostem i couchsurferem też Wam kiedyś napiszemy w osobnym poście.

Na Couchsurfingu nieraz byliśmy traktowani jak członkowie rodziny. To są najcenniejsze chwile tej wyprawy, nie wyobrażamy sobie tracić je na rzecz siedzenia z nosem w komputerze.

Jak więc powstają wpisy?

Często w tak zwanym międzyczasie. Ten wpis na przykład, pisałam (Ola) na telefonie, częściowo podczas jechania stopem, kiedy Michał zagadał się z kierowcą na temat, na który niewiele mam do powiedzenia (typu motoryzacja), częściowo w knajpie czekając na obiad, a częściowo w kolejce do dentysty. A dokończył go Michał, w busie podskakując na progach zwalniających umieszczonych co 100 m (meksykański standard). Czasami łapiąc stopa, kiedy jest bardzo mały ruch, jedna osoba pisze, a druga wypatruje samochodów. Czasami na Couchsurfingu, podczas takich dni „odpoczynku” od zwiedzania, pracujemy nad blogiem. Czasami wieczorami w hostelu, nieraz do późnej nocy. Żeby nie było, że się żalimy – my lubimy to robić. Naprawdę 🙂 Po prostu każdy lubi, kiedy jego praca jest w jakimś stopniu doceniona, kiedy wie, że nie robi tego po nic. Czasami podczas rozmowy z bliższymi, czy dalszymi znajomymi, ktoś wspomina „fajnie się was czyta do śniadania”. I od takiej wiadomości aż serce rośnie, tyle że nie mieliśmy nawet pojęcia, że ta osoba do nas zagląda. Pewnie rzuciło Wam się w oczy, że YouTuberzy na koniec swoich filmików prawie zawsze umieszczają fragment, w którym zachęcają do dawania komentarzy, subskrypcji i polubień. Nie wynika to z żądzy sławy, ale po prostu motywacja do dalszego tworzenia jest dużo większa, jeśli ma się feedback od swoich widzów lub czytelników.

Patagonia stwarzała nam wręcz idealne warunki do blogowania – kiedy godzinami nie przejeżdżał ani jeden samochód…

Media społecznościowe

Inna sprawa to tzw. zasięgi. Jest to liczba osób, którym wyświetla się nasz wpis/zdjęcie/filmik itd. Ostatnimi czasy Facebook i Instagram zmieniły swoje algorytmy, które decydują o tym, ilu użytkowników je zobaczy. Pewnie zauważyliście, że już dawno posty przestały wyświetlać się w kolejności chronologicznej. O tym, jak wysoko na Waszej tablicy znajdzie się dana treść i jak długo tam pozostanie, decyduje specjalny algorytm. Kiedyś małe strony były przez Facebooka wspierane, ich posty były wyświetlane dużej liczbie użytkowników, dzięki czemu szybko zyskiwały dużą popularność.

Dzisiaj już nie jest tak łatwo. Wszyscy twórcy zauważyli znaczne spadki zasięgów na Facebooku, w szczególności wpisów, które kierują czytelników poza Facebooka (YouTube, zewnętrzne blogi).

Po pierwsze, w interesie Facebooka leży, aby jego użytkownicy go nie opuszczali i to na nim spędzali jak najwięcej czasu. Na pewno zdarzyło Wam się kiedyś po kliknięciu odnośnika do zewnętrznych stron otrzymać ostrzeżenie o treści „Masz zamiar opuścić Facebooka, czy na pewno chcesz to zrobić?” Zauważyliśmy, że nasze wpisy kierujące do YouTuba lub na naszego bloga mają około 25% niższy zasięg, niż zdjęcia lub posty wrzucone prosto na Fejsa. Owszem, istnieje dość prosty sposób na zwiększenie publiczności, a jest nim płatna promocja. Za każdym razem, gdy wrzucamy coś na Facebooka, on pyta się nas, czy przypadkiem nie chcemy go wypromować? Kusi tym, że wpis może zobaczyć do 11.000 osób, że wszystkie strony promują swoje treści i, nasze ulubione, że każdy kolejny wpis ma rezultaty lepsze, niż 95% wcześniejszych. Szkopuł jest taki, że wypromowanie posta kosztuje 10$ / 38 PLN, a my na blogu nie zarabiamy. 2 razy dostaliśmy od Facebooka darmowy kupon na 10$ do wykorzystania na promocję i oczywiście go wykorzystaliśmy, ale płacenia za podbijanie wpisów nie planujemy ani w dalszej, ani w bliższej przyszłości.

Screeny z naszego Facebooka: różnica w liczbie odbiorców jest znaczna

Po drugie, znaczenie ma rosnąca popularność Instagrama. Dalsza część tego akapitu to moje (Michała) domysły, ale opieram je na obserwowaniu trendów w mediach społecznościowych od początku naszej wyprawy. Ponieważ Facebook jest właścicielem Instagrama, w pełni kontroluje on konkurencję pomiędzy oboma platformami (tak, jak swego czasu Media Markt i Saturn, obrażające się wzajemnie w reklamach telewizyjnych). Wyraźnie można zauważyć, że marki coraz bardziej koncentrują się na działalności na Instagramie. Zasięgi tam wzrastają, co raz dodawane są nowe funkcjonalności, a Facebook tak jakby stoi w miejscu. Na dodatek, Facebook wciąż wykazuje się większą funkcjonalnością w wersji na komputer, co czasem skutkuje tym, że niektórzy nie mają zainstalowanej aplikacji na telefonie. Instagram natomiast na komputerze praktycznie nie istnieje, podstawową platformą jest dla niego smartfon. Czyni to z Instagrama potężne narzędzie, gdyż oprócz danych o naszych upodobaniach, aplikacja może zbierać wszystkie informacje, do których jest w stanie dotrzeć poprzez smartfona będącego w naszej kieszeni, plecaku lub na biurku. Mogą to być dane z aparatu, mikrofonu, odbiornika GPS, książki kontaktów, wiadomości i wiele więcej. Taki zbiór informacji mógłby być wykorzystany do śledzenia kogoś, ale bądźmy szczerzy. Póki nie jesteśmy bardzo ważną osobistością, nikogo nie interesuje nasze prywatne życie. Jednak jako cały zbiór użytkowników Instagrama, dostarczamy jego twórcom bezcenne informacje o trendach w społeczeństwie, które mogą być potem podstawą do tworzenia skutecznych kampanii marketingowych. Zwolennicy teorii spiskowych pewnie twierdzą, że tak właśnie można kontrolować społeczeństwo. Może i mają trochę racji, jednak dane mogą być wykorzystane w bardziej prozaiczny sposób – aby reklamy trafiały na podatny grunt. Np. nie ma sensu wyświetlanie nastolatkowi reklam wózków dziecięcych lub planów emerytalnych, ale za to podsunięcie mu oferty modnych, markowych ubrań, noszonych przez jego ulubionego Instagramera, dostępnych w sklepie obok jego domu jest doskonałym posunięciem.

Algorytm, a zasięgi

Jest jeszcze jedna metoda na zwiększenie zasięgów, bez zasilania portfela Zuckerberga. Jest to przypodobywanie się algorytmowi decydującemu o pozycji naszego posta na Waszej tablicy i wyświetlaniu go innym osobom, które jeszcze nas nie znają. Faworyzuje on posty, które mają dużo zaangażowania, zakładając, że zawierają one wartościową treść. Zaangażowanie to polubienia, komentarze i udostępnienia. Polubienia dają postowi najmniej punktów, potem są komentarze (min. 4 słowa, jeśli jest ich mniej, algorytm uznaje to za sztuczne wspomaganie przez działalność botów i takich komentarzy nie bierze pod uwagę), a najbardziej liczą się udostępnienia z paroma słowami o udostępnianej treści. Poza tym, jeżeli często „lajkujecie” nasze posty, zdjęcia itd., jest większa szansa, że w przyszłości zobaczycie nasze treści nawet, jeśli algorytm nie wyceni ich wysoko. A jeżeli chcielibyście mieć pewność, że nic nie przegapicie, możecie ustawić opcję „wyświetlaj najpierw”. Instrukcję jak to zrobić zamieszczamy poniżej.

Jak nie przegapić żadnych nowości

Liczymy na Wasze zaangażowanie!

Także jeżeli czytasz nasze wpisy, i coś Cię w nich zaciekawi, coś Ci się spodoba, skłoni do zastanowienia, czy skorzystasz na którejś z naszych porad, daj znać. Napisz komentarz. Pokaż nam, że tu z nami jesteś! Pomóż nam utrzymać motywację do dalszego tworzenia i pozwól nam dotrzeć do nowych osób. Jeśli spodoba się bardzo, udostępnij – może w kimś z Twoich znajomych drzemie podróżnik szukający inspiracji? A jeśli coś Ci się nie spodoba – tym bardziej daj znać! Nic tak nie pomaga w rozwoju, jak publiczna chłosta i konstruktywna krytyka. Chcielibyśmy, żeby nasze treści były ciekawe, przydatne, może czasem zabawne…? Ale bez informacji zwrotnej trudno iść do przodu. To tak jakby w szkole w ogóle nie było ocen, ani sprawdzianów, a nauczyciel tylko by sobie gadał sam dla siebie.

To jak? Jest tu ktoś jeszcze oprócz naszych rodziców (pozdrawiamy 😀 )? Jakie jest Wasze podejście do mediów społecznościowych? Jesteście rekinami komentarzy, czy raczej cichymi podglądaczami?

Dodaj komentarz

8 komentarzy “Ile znaczy LAJK? Ile wart jest KOMENTARZ?”