Turystyczny JUKATAN – czy warto?

Generalnie nie jesteśmy fanami bardzo turystycznych regionów. Dużo fajniej jest być tam, gdzie nie ma tłumów, odwiedzać mniej popularne miejsca, położone trochę poza utartym szlakiem (takie, jak na przykład Huasteca Potosina). Można potem przyszpanować, że jest się takim fajnym, bo się chodzi tam, gdzie nikt inny nie bywa. Jedyny słaby punkt tego rozwiązania jest taki, że te bardzo popularne turystycznie regiony, są tak popularne z jakiegoś powodu. I często powód jest taki, że jest tam po prostu pięknie. Dlatego mimo tłumu wczasowiczów, nie wyobrażamy sobie pominąć w Meksyku półwyspu Jukatan. Z resztą, nie wszędzie jest tak tłoczno. No dobrze, to co takiego jest na tym Jukatanie?

Cenotes

Pisaliśmy o nich w osobnym wpisie, tutaj, więc nie będziemy się powtarzać. Zdjęcie na zachętę, a we wpisie jest ich dużo więcej!

Cenote Suytum

Różowe laguny i flamingi

Ich różowy kolor kojarzy mi się z piankami marshmallows, bynajmniej nie są słodkie. Laguny swój kolor zawdzięczają wysokiemu zasoleniu oraz żyjącym w nich algom i planktonie bogatym w astaksantynę – różowy barwnik. Skorupiaki zjadają algi i plankton, a flamingi zjadają te skorupiaki – stąd ich piękne ubarwienie, bo rodzą się szare. Taki mechanizm można zaobserwować też u ludzi – na pewno znacie kogoś, kto kiedyś przedawkował marchewkę i zrobił się pomarańczowy.

Takich lagun w Meksyku jest kilka: w Celestún, San Crisanto, Las Coloradas. My wybraliśmy się do San Crisanto, mając nadzieję zobaczyć liczną kolonię flamingów. Niestety burza, która była poprzedniej nocy przegoniła wszystkie ptaki wgłąb laguny i z brzegu było widać tylko 3, gdzieś w oddali. Drugą próbę podjęliśmy w lagunie Las Coloradas, płynąc łódką z Rio Lagartos. Opcji takiej wycieczki jest wiele, prawie każdy mieszkaniec tej wioski ma swoją łódkę i oferuje rejsy dla turystów. Cena zależy od zdolności negocjacji, najlepiej dobrać się w 4 lub 6-osobową grupę. My spędziliśmy trochę czasu szukając towarzystwa, niestety bezskutecznie. Ostatecznie wynegocjowaliśmy cenę 600 MXN za 2-osobowy rejs, kiedy cena za łódkę wynosiła 1000 – 1200 MXN (do podziału na 4 lub 6 osób), więc nie tak źle. W ramach wycieczki podpłynęliśmy do kolonii flamingów, ale co ważne  – nie za blisko, aby nie straszyć ptaków. Później w drodze na lagunę mieliśmy szczęście zobaczyć dwa wygrzewające się w słońcu krokodyle, a przy samej lagunie zaznaliśmy majańskiej kąpieli – czyli umazaliśmy się cali jakimś białym błotem, które miało sprawić, że będziemy piękniejsi.

Bioluminescencja

Fenomen występujący tylko w kilku miejscach na świecie, a dwa z nich są w Meksyku. W pobliżu Jukatanu jest wiele wysepek, które słyną z rajskich plaż. Jedną z nich jest Holbox. Wyspa jest dość zatłoczona, mnóstwo tam hipsterów i ludzi chcących sobie zrobić zdjęcie na kultowych hamakach w wodzie. Ale najlepszej atrakcji nie widać za dnia. Na zachodnim krańcu wyspy, Punta Coco, przy brzegu występuje plankton, który świeci się na niebiesko, kiedy woda się porusza. Więc kiedy nie ma pełni, lub księżyc jest za chmurami, mącąc wodę można zobaczyć tysiące świecących punkcików. Wygląda trochę, jakby szło się po niebie i rozkopywało gwiazdy na boki. Coś niesamowitego. Niestety bardzo trudno jest to uchwycić na zdjęciu, Michał po kilku próbach się poddał i postanowiliśmy po prostu nacieszyć oczy. Na szczęście są tacy, co się nie poddali.

W internecie jest dużo podkręconych zdjęć, gdzie efekt jest bardzo przesadzony. To w miarę dobrze oddaje, jak to faktycznie wygląda, chociaż Michał twierdzi, że plankton świecił się na zielono. Jak dla mnie, to na niebiesko 😀 Źródło

Najlepszy widok jest po północy, wtedy też jest najwięcej ludzi, ale warto zostać trochę dłużej i poczekać, aż tłum się rozejdzie. Polecamy też wybrać się tam na własną rękę, a najlepiej to zanocować na miejscu. Wycieczki sprzedawane w miasteczku są drogie, a płaci się w zasadzie tylko za dojazd (3 km to można i przejść na piechotę) i poganianie przez kierowcę, że trzeba już wracać.

A drugie miejsce w Meksyku, gdzie można to zaobserwować, to Laguna Manialtepec, niedaleko Puerto Escondido w stanie Oaxaca. Nam nie udało się zobaczyć tego zjawiska tam, bo chcieliśmy trochę przycebulować i rozbiliśmy namiot nad północnym brzegiem laguny, trochę pośrodku niczego i liczyliśmy, że będziemy mieć show tylko dla siebie. Okazało się, że bioluminescencja w tym jeziorze występuje tylko na południowym brzegu i trzeba podpłynąć łódką z miejscowości Las Negras, do której w nocy nie mieliśmy już jak się dostać.

Nasz namiot na Punta Coco
Tam przy brzegu. nocą, w wodzie można zobaczyć tysiące małych światełek.
Kultowe hamaki na wyspie Holbox

Laguna Bacalar

JEST FENOMENALNA. Bardzo trafnie określana jest jako „Malediwy Meksyku”. Chyba nigdzie nie widzieliśmy tak niebieskiej wody. Podobno da się rozróżnić 7 odcieni niebieskiego, a niektórzy twierdzą, że dużo więcej. My wyraźnie widzieliśmy co najmniej 4. Ile by ich nie było, wygląda niesamowicie. Laguna powstała z połączenia wód 5-ciu otwartych cenotes, z których 4 znajdują się bezpośrednio w jeziorze, a ostatnie tuż obok. Kolory natomiast biorą się od różnych osadów organicznych. Nam dużo bardziej podobało się tam, niż na wybrzeżu, bo nie przepadamy za pływaniem w słonej wodzie.

Miasteczko Bacalar zdecydowanie nie jest turystycznym kurortem, ceny są więc dużo przyjemniejsze, niż w najpopularniejszych miejscach Jukatanu. Nad laguną znajduje się wiele kąpielisk, część jest prywatna – na terenie restauracji, hoteli i campingów, a część publiczna i darmowa lub za symboliczną opłatą 3 MXN/ 0,6 PLN. Piaszczystych plaż w zasadzie nie ma, jeśli jest dostęp do wody z brzegu, to jest on trawiasty, ale w większości po prostu wchodzi się z drewnianych pomostów z klimatycznymi wiatami ze strzechy.

Tam NAPRAWDĘ jest tak niebiesko
Ile odcieni niebieskiego tu widzicie?
Dobrym pomysłem jest wypożyczenie kajaka i popłynięcie na drugą stronę laguny
Jeden z piękniejszych zachodów słońca, jakie przyszło nam oglądać
„Mieszkam w Bacalar bez laguny” – wielu mieszkańców Bacalar sprzeciwia się rosnącej popularności tego miejsca. Coraz mniej jest publicznych wejść, większość działek na brzegu jest własnością restauracji i hotelików. Przykre, że mieszkańcy Bacalaru mają ograniczony dostęp do laguny, ale jednak ktoś najpierw sprzedał te wszystkie działki…

Świątynie majów

Trochę ich jest, nie tylko na Jukatanie. Dla pasjonatów historii jest to niewątpliwie istotny punkt na liście rzeczy do zrobienia w Meksyku. I niewątpliwie wysoko na tej liście znajduje się Chichén Itzá – prekolumbijskie miasto założone przez Majów, znajdujące się w okolicach Valladolid i figurujące na liście 7 nowych cudów świata. My pasjonatami historii nie jesteśmy i doszliśmy do tego wniosku jeszcze zanim zobaczyliśmy cenę wstępu na Chichén Itzá 😉 Postanowiliśmy więc odpuścić, bo widzieliśmy już wcześniej inne ruiny – Teotihuacán w okolicach miasta Meksyk, Palenque w stanie Chiapas i Dzibilchaltun niedaleko Meridy.

My Chichén Itzá odpuściliśmy, ale Ci państwo nie. Mieliśmy okazję Poznać Klaudię i Marcina z bloga W którą stronę? i spędzić razem 2 butelki piwka. Bardzo polecamy tych allegrowiczów! A fotka z ich Fejsbuka

Kolonialne miasteczka

Co prawda my się już na nie zdążyliśmy napatrzeć we wszystkich odwiedzonych krajach Ameryki Łacińskiej i już nie robiły na nas takiego wrażenia. Ale niezależnie od perspektywy, dużo przyjemniej zatrzymać się w uroczych Campeche, Meridzie, czy Valladolid, niż betonowych molochach.

Merida nocą. Wiem, niewiele widać, ale nie mamy za dużo zdjęć miast :/ Musicie uwierzyć na słowo

Plażing

Biały piaseczek, turkusowa woda, zdjęcia jak z folderów biur podróży. Tak, można to mieć na Jukatanie. My pechowo trafiliśmy na czas, kiedy morze wyrzucało glony. Woda więc była mętna, a plaże pokryte brązowymi wodorostami i nie wyglądało to tak pięknie. Ale jeśli ma się trochę szczęścia i nie trafi się tak jak my, w okolicach Cancún, Playa del Carmen, Tulúm, na wyspach czy po prostu na wybrzeżu, można znaleźć wiele pięknych miejsc, żeby się trochę przygrillować na słońcu.

Zagloniona plaża na wyspie Holbox
My na plaży, to głównie po to, żeby lepić piaskana

Podsumowując

Pomimo tłumów turystów i trochę wyższych cen, niż w innych rejonach Meksyku, zdecydowanie polecamy pojeździć po Jukatanie. Ilość niesamowitych miejsc jest ogromna, a najbardziej zatłoczone kurorty, takie jak Cancún lub Playa del Carmen można pominąć, albo trzymać się na obrzeżach.

Dodaj komentarz