16 trików podróżniczych, które ułatwią Ci życie

Jak powiadają, potrzeba matką wynalazków. W czasie podróży odkryliśmy wiele rzeczy, które bardzo ułatwiają życie strudzonego wędrowca lub są ważne dla uniknięcia niebezpiecznych przygód. Są to proste triki i rzeczy, na które należy zwrócić uwagę, które nie zawsze przychodzą do głowy przed podróżą. Kolejność przypadkowa 🙂

1. Sprawdzić, czy w danej lokalizacji działa Uber/Bolt lub inna aplikacja taksówkowa lub BlaBlaCar

Często aplikacje te działają w bardzo zaskakujących miejscach. Np. Bolt popularny jest w krajach Afryki i Azji Centralnej. Z Ubera korzystaliśmy m.in. w Rio de Janeiro i Bogocie. Korzystanie z aplikacji jest bezpieczniejsze, wygodniejsze i zazwyczaj tańsze, niż łapanie taksówki na ulicy. Czasem też bardziej opłacało się nam wziąć Ubera, niż płacić za 4 bilety komunikacji miejskiej, kiedy musieliśmy dojechać gdzieś dalej z przesiadką.

2. Filmy na telefonie

Nie zawsze jeździliśmy stopem, czasem przesiadaliśmy się na podróżowanie autobusami. W Peru i Boliwii były one szczególnie powolne. W takich sytuacjach bardzo przydawały się filmy zgrane na telefon, które mogliśmy wspólnie oglądać. Wyciąganie laptopa w peruwiańskim lub boliwijskim autobusie to nienajlepszy pomysł.

3. Omijanie prowizji w bankomacie

Np. w Argentynie wszystkie bankomaty doliczają znaczną prowizję przy wypłacie (ok. 40 PLN). Jak nie dać się skasować? My chodziliśmy do supermarketów i gdy ktoś płacił gotówką, to my płaciliśmy kartą za jego zakupy, a on dawał nam gotówkę. Jest przy tym trochę tłumaczenia się i trzeba mieć przy sobie paszport w razie wątpliwości ze strony kasjerów, ale nigdy nie spotkaliśmy się z odmową.

4. Backup zdjęć i plików

Ludzie dzielą się na tych, którzy robią backupy i tych, którzy będą je robić. My na szczęście nie doświadczyliśmy utraty danych, a wszystkie zdjęcia, filmy i ważne pliki mamy na Dropboxie. Skany dokumentów mamy też w drugim miejscu – na Google Drive. Przezorny zawsze ubezpieczony.

5. Dokumenty na chmurze dostępne offline

W podróży częściej nie ma dostępu do internetu, niż jest. Dlatego polecamy zaznaczyć przy skanach dokumentów przechowywanych na chmurze opcję „dostępne offline”.

6. Skrytki na pieniądze

Nie wszędzie akceptowane są karty płatnicze, dlatego czasem trzeba mieć przy sobie trochę gotówki. Żeby nie nosić jej w miejscach, w których mogłaby przepaść (portfel, plecak, kieszeń), zrobiliśmy sobie kilka skrytek. Ola ma ukryte kieszonki z boku biustonosza i oboje mamy kieszonki w paskach do spodni. Słyszeliśmy także o chowaniu pieniędzy w podeszwie buta i w skarpetkach.

Skrytka w pasku

7. Papierowe skany dokumentów

Zazwyczaj nie nosimy przy sobie paszportu i oprócz przy wymianie waluty w kantorze/banku, przekraczaniu granicy i… kupowania alkoholu w Nowej Zelandii nie był nam potrzebny oryginalny dokument. Odpowiedź, że ze względów bezpieczeństwa mamy przy sobie tylko skan spotykała się w większości przypadków ze zrozumieniem.

8. Woda z limonką/cytryną

Staramy się maksymalnie ograniczyć zużywany przez nas plastik i od początku wyprawy pijemy wodę z kranu, którą w razie potrzeby filtrujemy. Niestety, często zdarza się, że nie smakuje ona najlepiej. W takich sytuacjach pomaga wciśnięcie do bidonu limonki/cytryny. Woda jest smaczniejsza, a na dodatek zdrowsza.

9. Sprawdzić numery alarmowe

Po co ułatwić sobie życie i wprowadzić jeden numer alarmowy dla całego świata? Przecież można w każdym kraju mieć inne numery, czasem nawet 6-cyfrowe. Tak właśnie jest. Europa jest wyjątkiem, gdzie mamy jeden uniwersalny numer alarmowy 112. W pozostałych częściach świata zazwyczaj każdy kraj ma swoje numery albo… nie ma ich wcale. Np. w Boliwii nie ma telefonu na pogotowie i należy dzwonić na straż pożarną. Powodem jest to, że każdy szpital ma swoje własne karetki, niepołączone w jednorodny system. Warto sprawdzić jakie numery alarmowe obowiązują w danym kraju, zanotować na karteczce i trzymać z tyłu obudowy telefonu – w razie potrzeby będą pod ręką.

Numery alarmowe w Australii

10. Wrażliwe rzeczy mieć przy sobie

Duże plecaki będą gniecione, rzucane, upychane, przytrzaskiwane, moczone, wiele razy spadną i spotka je jeszcze wiele innych nieprzyjemności. Dlatego wszelkie cenne lub kruche rzeczy transportujcie w mniejszym plecaku, który zawsze będziecie zabierać ze sobą do wnętrza środka transportu.

11. Negocjować

Prawie zawsze opłaca się negocjować. Nie macie nic do stracenia, a jeśli podejdziecie do sprzedającego z szerokim uśmiechem, to może wygrzebie spod lady jakąś zniżkę. Wiele razy udało nam się otrzymać bilet w cenie dla lokalsów lub studencki. Raz dostaliśmy darmową zupę i ryż, gdy ze smutkiem spytaliśmy się, czy nie mają czegoś tańszego, niż najtańszy posiłek w dość drogim menu. A negocjacje na bazarach to już jest zupełnie inna kategoria, tam to nawet nie wypada zaakceptować pierwszej podanej ceny.

Pływające wyspy w Puno odwiedziliśmy w cenie biletu dla lokalsów

12. Przygotować się do negocjacji

Nie negocjujcie w swoich ulubionych Ray Banach lub z aparatem dyndającym na szyi. Jeżeli będziecie wyglądać jak typowy amerykański turysta, to ciężko będzie Wam nawiązać dobre relacje z miejscowymi sprzedawcami. Chociaż na czas negocjacji schowajcie do plecaka typowe turystyczne atrybuty. Sprawdźcie też wcześniej kilka kluczowych zwrotów w lokalnym języku, negocjowanie po angielsku może okazać się niezbyt skuteczne.

Z aparatem na szyi nie wynegocjujemy dobrej ceny za kapelusz…

13. Nie kupować karty miejskiej, jeśli to możliwe

W coraz większej liczbie miast wprowadzany jest system karty miejskiej i nie można już kupić u kierowcy lub w kiosku biletów jednorazowych. Co jest wygodne dla mieszkańców, jest uciążliwe dla podróżników. Za kartę zazwyczaj trzeba zapłacić dodatkowo, a na koniec pobytu zostają na niej środki, których nie można w łatwy sposób odzyskać. W niektórych miastach możliwe jest jednak poproszenie kogoś, aby zapłacił za Wasz bilet kartą miejską, a Wy zwrócicie mu za to gotówkę. Tak jeździliśmy m.in. po Mendozie w Argentynie.

Karta miejska z Buenos Aires

14. Uważać na przypływy

My Polacy nie jesteśmy zbytnio przyzwyczajeni do pływów morskich. W innych częściach świata mogą one mieć jednak duże znaczenie i poziom wody może opaść/wznieść się o kilka metrów. Jest wiele trekkingów (w chilijskiej Patagonii, w Nowej Zelandii, Australii), których odcinki są zalewane przez przypływy. Dotyczy to także rozbijania namiotu. Raz w Meksyku na wyspie Holbox rozbiliśmy namiot podczas odpływu i w nocy woda podeszła naprawdę niebezpiecznie blisko.

W nocy fale prawie obmywały nam namiot

15. Nie rozbijać namiotu na ścieżce

Ta sama miejscówka – wyspa Holbox w Meksyku. Już po ciemku dochodzimy na półwysep, gdzie chcemy obserwować bioluminescencję planktonu. Nie za bardzo możemy znaleźć dogodne miejsce do rozbicia namiotu, ale kusząco wygląda dróżka, którą w dzień turyści jeździli wszechobecnymi na wyspie wózkami golfowymi. Teraz jest jednak ciemno i nie widać żywej duszy. Na szczęście do rozbicia namiotu na ścieżce w końcu nie doszło, znaleźliśmy miejsce na plaży. A o 22:00 dróżka zamieniła się w autostradę, którą 4 godziny jeździły wózki golfowe przywożące turystów na oglądanie bioluminescencji. Rozjechaliby nas. Tak więc nawet, jeśli ścieżka wygląda na nieużywaną w danym momencie, w innej chwili może zamienić się w Marszałkowską. Uważajcie!

16. Powstrzymać się od niestosownych komentarzy

Zdarzały się całe miesiące, kiedy nie spotykaliśmy po drodze żadnych Polaków lub kogoś, kto rozumiałby choć trochę jakikolwiek słowiański język. Sprzyja to chęci swobodnego wyrażania swojej opinii pt.: „Patrz, jaki on jest gruby!”, „Ale ona mlaska!”. Polecamy zachować umiar i trzymać się zasad, które stosujemy w Polsce. Wydźwięk komentarza można wywnioskować z naszego tonu, jednoczesnego naszego patrzenia się na delikwenta lub z tego, że wiele słów jest używanych międzynarodowo. Dodatkowo, nigdy nie wiecie, czy obgadywana osoba nie będzie Polakiem. Nam raz się tak zdarzyło, na szczęście tamtym razem był to pozytywny komentarz 🙂

A jakie Wy znacie triki podróżnicze? Co dopisalibyście do tej listy?

Dodaj komentarz